muzyka

Uwaga!

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Liebster Blog Award


                       Po raz drugi zostałam nominowana do Liebster Blog Award ^^
                Dziękuję za nominację: http://wspomnienia-dorcas-meadowes.blogspot.com/
       

                               Oto pytania, które mi zadano razem z moimi odpowiedziami:
      
    
   Skąd czerpiesz inspirację?    

   Nie ma chyba takiej konkretnej osoby, albo rzeczy, która mnie inspiruje. Są to małe rzeczy, każda na swój sposób dla mnie ważna, a dla innych nie. Ale tym, co zainspirowało mnie ogólnie do napisania tego opowiadania była książka 'Wierna' Veronici Roth. Nie wiem czemu, jakoś tak wyszło, że po przeczytaniu zakończenia stwierdziłam, że napiszę własną książkę ;-; 


  Kto jest twoim ulubionym pisarzem?

   Chyba jest to autor ,,Hobbita'' i trylogii ,,Władca Pierścieni'', John Ronald Reuel Tolkien. Jestem pełna podziwu dla tego mężczyzny, bo nie każdy zdołałby wymyślić całkowicie inny świat oraz język. Przy pisaniu swoich książek na pewno miał sporo pracy, ale nie poddał się, i to właśnie sprawia, że jest moim ulubionym autorem. Mam nadzieję, że mnie uda się zabłysnąć choć w części tak bardzo jak on.

  Co najbardziej lubisz w pisaniu?

  Tą satysfakcję i radość, że mogę swoje myśli przelać na papier i kimś się z nimi podzielić. Jeszcze lepiej się czuję, jeśli się to komuś podoba.

  Jaki gatunek książek czytasz najchętniej?

 Raczej fantasy, albo kryminały czy coś w ten deseń. Ale zdarza się, że przeczytam jakąś fajną książkę historyczną, która wcale nie jest gorsza od np. ,,Harry'ego Pottera''.

  Kto jest twoim ulubionym bohaterem literackim?

 Luna Lovegood z serii książek o Harry'm Potterze. Ona była taka super, żyła w swoim świecie i jakoś nie przejmowała się opiniami innych, a to jest cecha, którą bardzo chciałabym posiadać. Nie umiem tego uzasadnić, po prostu Luna jest taka supi i tyle xd
  No i ewentualnie jeszcze Legolas z ,,Władcy Pierścieni'' ;D

  W jakich fandomach jesteś?

  Wolę angielskie nazwy fandomów, więc wymienię je właśnie w tym języku, bo mogę ;-; Tribute, Demigod, Shadowhunter, Moroi, Narnian, Lovatic, Divergent, Azalean, GOT7'S, Marvel, Ringer i wiele wiele innych ;-;

 Dlaczego zaczęłaś pisać?

 Szczerze mówiąc to nawet nie wiem. Na początku zależało mi na tym, żeby móc wszędzie, do każdej książki wpleść historię mojej OC. Potem zaczęłam pisać różne ff, a od niedawna zaczęłam myśleć o wydaniu książki. Jakoś mniej więcej tak to było.. ;;

 Czym się interesujesz?

 Oprócz pisania i czytania? Niewieloma rzeczami. Jazdą konną, piłką ręczną, piłką nożną i chyba raczej tyle.. No i  jeszcze kolekcjonuję fobie, robię sobie mnóstwo selfie ale to się chyba nie zalicza do zainteresowań. Tak samo jedzenie..XD

 Przy jakiej muzyce lubisz tworzyć?

 Zazwyczaj pisząc, słucham wolnych, smutnych piosenek. Koją moje nerwy, dzięki czemu o wiele łatwiej jest mi się skupić na tworzeniu.

  Książki, które są dla ciebie szczególnie ważne to...

  Jest tylko jedna taka książka, a mianowicie trylogia ,,Władca Pierścieni'' J. R. R. Tolkiena. *to są w sumie książki ale ok* To one wciągnęły mnie w świat fantasy i uwiodły swoim urokiem. Do tej pory, po przeczytaniu ich już z dziesięć razy sięgam po którąś część, i czytam, żeby jeszcze raz przeżyć wszystkie przygody z Drużyną Pierścienia.

 Jaki tytuł nosiło twoje pierwsze opowiadanie?

  Moje pierwsze opowiadanie nie miało tytułu XD


  THE END


No, już skończyłam. chyba następnym razem nagram wideo jak odpowiadam na pytania, bo pisanie jest męczące xd No więc pora na to, żebym ja nominowała jakieś osoby prawda? Nie czytam 11 blogów, więc raczej nie nominuję tylu osób.


 NOMINUJĘ:

i...
i tyle XDD

Moje pytania:

1. Co stawiasz na pierwszym miejscu: rodzinę, sukces, przyjaciół czy miłość?
2. Kto z książkowych bohaterów jest dla ciebie wzorem do naśladowania?
3. Pierwsze opowiadanie, które przeczytałaś?
4. Czy dobrze się uczysz? *tak musiałam xd*
5. Jaki jest twój ulubiony smak cukierków?
6. Czy lubisz swoje imię? 
7. Twój ulubiony cytat?
8. Czy masz jakieś fobie?
9. Ulubiony wykonawca/zespół?
10. Masz jakieś uczulenie?
11. Jaki kolor lubisz i dlaczego?



                                           



wtorek, 6 stycznia 2015

Rozdział 9


ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY


 Livien zaniemówiła. Nie chodziło o to, że dziewczynka ją wystraszyła, tylko blondynce po prostu zabrakło języka w gębie. Spojrzała kątem oka na Lorethana, który kiwnął głową. 
 - Liv zostawiła swoją koronę w pokoju. Sądzę, że jak spotkacie się następnym razem to będzie już ją miała - elf posłał przyjazny uśmiech w stronę dziewczynki.
 Mała brunetka rozpromieniła się i wyciągnęła dłoń do Livien. Dziewczyna szybko wcisnęła biały kamień do kieszeni i podała rękę dziewczynce. 
 - Jestem Devynn - powiedziała dziewczynka radośnie.
 - Livien. Miło mi cię poznać Devynn - blondynka zdobyła się na słaby uśmiech. 
 Lorethan odciągnął ją do jednego ze stolików. Dziewczyna usiadła na krześle i wyciągnęła znaleziony na polanie kamień. Położyła go na stole, tak żeby Lorethan siedzący naprzeciwko niej mógł go zobaczyć.
 Czarnowłosy elf zachłysnął się powietrzem na jego widok. Uniósł wzrok na Livien, która położyła zaciśnięte w pięści dłonie na blacie stołu.
  - Wiesz co to jest? - zapytał jej.
  - Kamień? - odpowiedziała lekceważąco Liv.
 Lorethan przewrócił oczami i popatrzył na nią karcąco. Wziął kamień do ręki i zmarszczył brwi.
  - Gdzie go znalazłaś?
  - W lesie, na jakiejś polanie - wzruszyła ramionami dziewczyna.
  - Livien... To nie jest jakiś tam kamień, to jest smocze jajo - odrzekł zielonooki tak cicho, że usłyszała go jedynie blondynka siedząca naprzeciwko niego.
 Wnuczka Aithene zachłysnęła się powietrzem. Znalazła jajo smoka? Przecież smoki nie istnieją! Z drugiej strony, do tej pory myślała, że elfy i czarownicy też nie istnieją, więc... Teraz wszystko jest chyba możliwe.
  - Czyli chcesz powiedzieć, że znalazłam jajo bezlitosnego zabójcy ziejącego ogniem? - głos Livien zadrżał lekko.
  - Powiedziałem, że znalazłaś jajo smoka, ale tak też można mówić - wzruszył ramionami elf.
  - O Boże - głowa dziewczyny uderzyła o blat stołu. - Mam to gdzieś wywalić, tak?
  - Sądzę, że tak będzie najlepiej - pokiwał głową Lorethan.
  - Możemy iść się przejść? Brak mi świeżego powietrza - powiedziała Liv wstając ze swojego krzesła i szybko chowając jajo do kieszeni.
 Lorethan kiwnął głowa i razem z nią wyszedł z gospody. Po drodze starał się jej przedstawić jak najwięcej osób, w skutek czego Livien poznała Abby, jedyną kobietę w straży królewskiej, Barry'ego, rzeźnika, który zapewniał mięso całemu miastu, Bonny, utalentowaną szwaczkę, od której blondynka dostała kilka prześlicznych sukienek, w których, według Bonn, było jej do twarzy, oraz Glennę, mamę Lorethana. Kobieta ta była pełna energii, a z jej twarzy nie schodził uśmiech. Kiedy tylko Liv przekroczyła próg jej domu, Glenna zatroskała się o jej bladą cerę i natychmiast posadziła ją przy stole, po czym poszła do kuchni, by przygotować jej coś do jedzenia. Ojca Lorethana nie było w domu, więc młoda wnuczka Aithene nie miała okazji go poznać, czego, jak jej powiedziała Glenna, powinna żałować.
 Teraz, kiedy powoli się ściemniało, Livien i Reth ruszyli w drogę powrotną do zamku. Dziewczyna podgryzała pulchne racuchy z cynamonem, które dostała od matki czarnowłosego elfa na drogę.
   - Twoja mama, to wspaniała kobieta - powiedziała blondynka wkładając do ust ostatni kawałeczek racucha,
   - Och tak. Jeśli tylko nie dostanie szału, z powodu tego, że zbyt mało jem. Uwierz, wtedy wciska mi do jedzenia wszystko co jest w domu - przewrócił oczami Lorethan.
 Liv roześmiała się głośno, a dźwięk ten rozniósł się chyba po całym mieście. Lorethan spojrzał na nią z uśmiechem. Cały czas trzymał jej sukienki, bo dziewczyna miała w dłoniach ciastka i racuchy od Glenny.
  - Lorethanie? - odezwała się Liv.
  - Słucham? - elf oderwał na chwilę wzrok od drogi i spojrzał na twarz towarzyszki.
  - Co mam zrobić z tym jajem? - spytała cicho dziewczyna, tak jakby bała się, że ktoś ją podsłucha.
  - Na twoim miejscu zaczekałbym trochę i przemyślał sprawę. Może udałoby się go wychować czy coś - wzruszył ramionami elf.
  -  A jak go nie wychowam to rozszarpie mnie na strzępy przy najbliższej okazji, prawda? - Livien starała się, żeby jej głos zabrzmiał wesoło, ale i tak słychać było nutkę zdenerwowania w jej tonie.
  - Spokojnie, Liv, nie rozszarpie cię. Małe po wykluciu zazwyczaj przywiązują się do pierwszej zobaczonej przez siebie osoby.
  - Zazwyczaj?
  - Zluzuj gorset, kochana.
  - Nie mam gorsetu, kretynie.
 Lorethan zlustrował ją wzrokiem od stóp do głów.
  - W takim razie jutro go założysz - mrugnął do niej.
  - Zastanawiam się czy jeśli uderzę cię dostatecznie mocno tym kijem w łeb to się zamkniesz - powiedziała dziewczyna unosząc długi i gruby kij.
  - Łołoło, spokojnie. Już nic nie mówię - czarnowłosy uniósł brwi i ruszył w stronę zamku.
 Livien chcąc, nie chcąc ruszyła za nim ze skwaszoną miną, nadal trzymając w pogotowiu kij.
______________________________

 Hejka miśki c;
 Założyłam fp *NARESZCIE XD* więc jak będziecie chcieli coś wiedzieć, ewentualnie podrzucić jakieś fajne piosenki do playlisty, czy zaoferować się w sprawie zrobienia szablonu to możecie tam pisać xd [LINK]. W sumie to link też macie w zakładkach tutaj na blogu, ale ok.
 Rozdział dla Kasi (Rejczi) w ramach przeprosin za to, że nie pojadę na obóz ;-;

wtorek, 23 grudnia 2014

Rozdział 8

ROZDZIAŁ ÓSMY
____________________

Carrien i Mason siedzieli na trawie, opierając się plecami o wielki szary głaz. Znajdowali się na wielkiej polanie, lub czymś co polanę przypominało. Chłopak zajadał się jabłkiem zerwanym z pobliskiej jabłoni, a dziewczyna zaplatała wianek ze ślicznych, kolorowych kwiatków, porastających calutką łakę. Boreasz i Afrodyta chyba bawili się w coś, co wyglądało jak berek, przynajmniej tak stwierdziła Carrien.   
- Mason? - odezwała się brunetka, wpatrując się w konie.
- Tak? - spytał chłopak odrzucając od siebie ogryzek od jabłka.
- Ile ty masz w ogóle lat? - zapytała ciekawie dziewczyna.
- Naprawdę chcesz wiedzieć? - odpowiedział pytaniem na pytanie rozbawiony chłopak.
- Skoro pytam to chyba jasne, że chcę wiedzieć.
- Dobra. Mam sto dwadzieścia osiem lat.
Brunetka zakrztusiła się śliną. Mason pokręcił głową z rozbawieniem i oparł się wygodniej o głaz. Kiedy Carrien uporała się z kaszlem, spojrzał na nią z troską.
- Czy ja się przesłyszałam, czy ty właśnie powiedziałeś, że masz sto dwadzieścia osiem lat? - dziewczyna była więcej niż zdziwiona lub zaskoczona. 
- Nie przesłyszałaś się - chłopak nadal był rozbawiony jej zachowaniem,
- Ja chyba wariuję - powiedziała brunetka patrząc przed siebie. 
 Rudowłosy roześmiał się głośno, patrząc na profil młodej czarownicy.
 - Nie zwariowałaś. Czarownicy żyją bardzo długo. Elfy jeszcze dłużej - wzruszył ramionami.
 Carrien wyobraziła sobie swoją siostrę mającą dwieście lat, ale wyglądającą na niecałe osiemnaście. Naprawdę niezły trik.
 Mason umilkł, więc ona również nie odważyła się odezwać. Nie męczyła jej ta cisza, panująca między nimi. Wręcz przeciwnie, była bardzo przyjemna. Carrien mogła uspokoić myśli i się odprężyć. Pomyślała o Livien. Tak bardzo chciała porozmawiać z siostrą. Pokazać jej co umie. Ale nie mogła. Miała ochotę coś rozwalić. Durne zasady.
 Dziewczyna wstała z westchnieniem i zawołała Boreasza. Mason zrozumiał, że brunetka chce wracać i również podniósł się ze swojego miejsca. Oboje wskoczyli na konie i udali się w podróż powrotną. Brunetka patrzyła przed siebie nieobecnym wzrokiem. Sama nie wiedziała gdzie się kierowała.
 Nagle Mason na Afordycie zastąpił jej drogę. Dziewczyna podniosła na niego wzrok i zmarszczyła brwi.
 - O co chodzi? - zapytała lekko zdenerwowana.
 - Nie jedziemy tędy - powiedział twardo i zawrócił konia.
 - Czemu? - zdziwiła się czarownica.
 - Bo tutaj jest granica między naszym królestwem, a królestwem elfów. Dlatego - odpowiedział Mason na jej pytanie.
 Carrien znieruchomiała. Tu niedaleko jest jej siostra. Może się z nią spotkać, jeśli tylko przekroczy tę granicę, której... nie widziała. Dopiero kiedy wytężyła zwrok, zauważyła ledwo widoczną, błyszczącą linię, znajdującą się dosłownie metr przed nią. Dziewczyna spojrzała przed siebie z lekko rozchylonymi ustami. Mason był odwrócony tyłem do niej, więc brunetka spięła Boreasza i wypruła do przodu.
 - Carrien, stój! - krzyknął za nią rudowłosy.
 Ale ona nie zatrzymała się. Kiedy jednak przekroczyła granicę coś świsnęło jej koło ucha. Wystraszona brunetka rozglądnęła się. Zauważyła siedzącego na gałęzi pobliskiego drzewa elfa. Miał platynowe włosy i niemalże czarne oczy. Już mierzył do niej z łuku, kiedy przed dziewczyną pojawił się Mason.
 - Stop! - krzyknął chłopak.
Machnął ręką i łuk wypadł elfowi z rąk, lądując na ziemi.
 - Przekroczyliście granicę - powiedział platynowowłosy, wpatrując się groźnie w Carrien, która spłoszona, spuściła wzrok.
 - Ona nie wiedziała o granicy. Zrobiła to nieświadomie - powiedział rudzielec stając w obronie młodej czarownicy.
 - Powinniście ponieść karę - elf nadal nie ustępował.
 - To się nie powtórzy, obiecuję - Mason wpatrywał się poważnie w platynowowłosego łucznika.
 Elf patrzył na nich przez chwilę, na dłuższy moment jednak, jego wzrok spoczął na twarzy wystraszonej nadal Carrien.
 - Niech wam będzie, Ale jeśli to się powtórzy, już nie będę taki wyrozumiały - powiedział poważnie.
 Rudzielec kiwnął mu głową i zawrócił, a za nim ruszyła strapiona brunetka. Przez chwilę jechali w ciszy, dopóki nie przekroczyli granicy i nie znaleźli się znowu na terytorium czarowników.
 - Co ty sobie wyobrażałaś? On mógł cię zabić Carrien! - niemal krzyknął rozzłoszczony Mason.
 - Przepraszam, ja.. - zaczęła skruszona dziewczyna.
 - Czy ja mówię po innym języku? Czy to ty nie rozumiesz jak się do ciebie mówi? Powiedziałem wyraźnie: nie jedziemy tędy. Ale nie posłuchałaś - chłopak nadal był wkurzony.
 - Słuchaj, naprawdę mi przykro, okej? Nie wiedziałam, że może mnie zabić. Ja po prostu chcę znowu wrócić do mojej siostry! Nie masz pojęcia jak to jest być oddzielonym od kogoś kogo kochasz najbardziej na świecie! - tym razem to Carrien się zdenerwowała.
 - Tak się składa, że wiem - odparł chłodno Mason.
 Brunetka popatrzyła na niego wyczekująco.
 - Kiedyś nie było tych granic. Elfy i czarownicy żyli w jednym królestwie.W rodzinach często rodziły się dzieci, z których jedno było czarownikiem, a drugie elfem. Ale potem wybuchł między naszymi rasami konflikt. Nikt nigdy nie dowiedział się o co tak naprawdę poszło. Ale wtedy rozdzielono nasze królestwa granicami, rodziny zostały rozdzielone, ale nikogo to nie obchodziło. W takiej sytuacji byłem ja i mój brat. Nasi rodzice byli czarownikami, ale on z niewiadomych przyczyn urodził się jako elf. Rozdzielono nas. Uwierz, czułem się i nadal się czuję, chyba tak samo jak ty.
 Carrien spojrzała na niego oczami pełnymi współczucia. Mason patrzył gdzieś w dal.
 - To... okropne.. Jak nazywał się twój brat? - zapytała cicho, kładąc dłoń na jego ramieniu.
 - Lorethan - powiedział zwracając na nią swój wzrok.
_________________________
HALLELUJAH!
Nareszcie jest, wyczekiwany (chyba) przez was ósmy rozdział! Przepraszam, że taki krótki, obiecuję następny będzie dłuższy ;-;
 W każdym bądź razie chciałam wam złożyć przedwczesne życzenia świąteczne. ^^
Wesołych Świąt moi kochani, dużo miłości i radości w domu w tym i w nadchodzącym roku 2015. Żebyście poczuli magię tych cudownych świąt, nawet jeśli nie ma tego wyczekiwanego śniegu. Nie zapomnijcie też co jest w tym czasie najważniejsze  ♥
Rozdział dla mojej misi Olci Rudej Lirienki  ♥



czwartek, 27 listopada 2014

Rozdział 7

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

Rozdział Siódmy

 Kolejna strzała wbiła się w okrągłą tarczę. Teraz jednak wbiła się w sam środek. Livien uradowana obróciła się w stronę Lorethana, oczekując pochwały, ale czarnowłosy rozmawiał akurat z jakąś wysoką brunetką. Liv zdenerwowała się. Jeśli właśnie w taki sposób Lorethan ma ją uczyć, to ona już woli uczyć się sama. Wyjęła z kołczanu kolejną strzałę i nałożyła ją na cięciwę. Grot wbił się w korę drzewa tuż obok głowy zielonookiego. Obrócił się w stronę dziewczyny, która zdenerwowana trzymała w garści łuk i kolejną strzałę. Brunetka, z którą wcześniej rozmawiał Lorethan, zmarszczyła brwi i powiedziała coś do niego, po czym okręciła się na pięcie i ruszyła w stronę miasta kręcąc biodrami.
 - O co chodzi? - zapytał czarnowłosy elf podchodząc do dziewczyny.
 - Chodzi o to, że zamiast mnie uczyć ty uwodzisz jakieś panienki! - powiedziała zirytowana Livien.
 - Czyżbyś była zazdrosna? - spytał, błyskając zębami w szerokim uśmiechu.
 - Zazdrosna? Dobre sobie - prychnęła dziewczyna, po czym obróciła się na pięcie i ruszyła w stronę ciemnego, gęstego lasu.
 - Hej, gdzie idziesz?! - zawołał za nią Lorethan.
 - Nie wiem, byle dalej od ciebie! - odkrzyknęła i przyspieszyła kroku.
Spodziewała się, że elf pobiegnie za nią, ale nic takiego się nie stało. Starając się odpędzić od siebie rozczarowanie weszła między wysokie drzewa o potężnych pniach i korzeniach wystających nad ziemię. Livien szła ostrożnie, patrząc pod nogi. Rozglądała się też na boki i wzdrygała przy każdym, nawet najcichszym dźwięku. Mimo, że był środek dnia, w lesie panował półmrok.
 Liv wędrowała wydeptaną przez kogoś, wąską ścieżką. Nie miała pojęcia dokąd ona prowadziła. Kiedy usłyszała szelest omal nie dostała zawału. Okazało się, że to tylko wiewiórka przemykająca pośród liści. Dziewczyna złapała się za serce i znów ruszyła przed siebie.
 Po kilkunastu minutach marszu, cały czas trzymając strzałę na cięciwie, dotarła na niewielką polanę. Otaczały ją wysokie dęby, zza których wyszła Liv. Blondynka rozglądała się dookoła z zaciekawieniem. Nagle zauważyła coś wyjątkowo interesującego. Koło kępy stokrotek leżał śnieżnobiały kamień na oko wielkości dwóch zaciśniętych pięści dorosłego mężczyzny. Dziewczyna podeszła tam i dotknęła kamienia. Był niewiarygodnie gładki, tak jakby ktoś go oszlifował. Uklękła i wzięła go do rąk. Spodziewała się, że będzie ważył strasznie dużo, ale... nic z tego. Był lekki. Może nie jak piórko, ale mogła utrzymać go w jednej ręce. Zmarszczyła brwi i przełożyła sobie łuk i kołczan przez ramię. 
  Rozglądneła się. Zewsząd otaczały ją drzewa, nie miała zielonego pojęcia gdzie jest. Przez pierwszą chwilę pożałowała tego, że uciekła z zajęć z Lorethanem. Pewnie gdyby tego nie zrobiła, to nie zgubiłaby się. Zamknęła oczy i wzięła kilka głebokich wdechów, żeby się uspokoić. Jest zaradna. Da radę. 
   Ponownie obejrzała okolicę. Zauważyła wijącą się między dwoma drzewami ścieżkę, która była wąska, mniej więcej tej samej szerokości co stopa blondynki. Westchnęła z ulgą i ruszyła w jej stronę, zaciskając swoje szczupłe palce wokół białego kamienia. Co jakiś czas potykała się o wystający korzeń, ale pomijając te kilka zadrapań, które miała potem na rękach, nic poważniejszego jej się nie stało. 
    Niemal wykonała salto ze szczęścia, gdy drzewa zaczęły się przerzedzać i dziewczyna ujrzała zamek i polanę do ćwiczeń, z której wcześniej uciekła. Westchnęła z ulgą i podbiegła tam w podskokach. Jednak nie zastała Lorethana. Jego konia również. Pewnie dał sobie spokój z uczeniem mnie, pomyślała Liv.
    Zmieniła jednak zdanie, kiedy usłyszała pełen zdenerwowania i jednocześnie ulgi głos:
    - LIVIEN! GDZIEŚ TY SIĘ PODZIEWAŁA?  
   Blondynka wzdrygnęła się i odwróciła w stronę źródła głosu. To czarnowłosy elf, prowadzący swojego kasztanowego ogiera, zmierzał w jej stronę. Im bliżej był dziewczyny, tym lepiej ona widziała jego podartą koszulę i krwawiące zadrapania na ramieniu. Zmartwiła się. Pewnie jej szukał.
    - Nic ci nie jest? - spytała, podbiegając do niego, ignorując jego wcześniejsze wrzaski.
    Lorethan podwinął rękaw koszuli pokazując jej dośc głebokie rozcięcie, na widok którego dziewczynie zebrało się na wymioty. Zakręciło jej się w głowie i wypuściła z rąk kamień. 
     Elf złapał ją zdrową ręką, nim dziewczyna upadła na ziemię.
    - Spokojnie, wszystko ze mną dobrze. Tylko trochę piecze. - Poprowadził ją do dużego głazu, przypominającego kształtem fotel i  usadowił ją na nim. - Nie powinnaś sama iść do tego lasu, nawet jeśli byłaś na mnie wściekła. W tym gąszczu żyje wiele niebezpiecznych zwierząt, które mogłyby by cię zabić jednym machnięciem łapy, Livien - ukucnął przed nią.
     Dziewczyna była lekko zaskoczona, bo po raz pierwszy kiedy do niej mówił, nie żartował sobie z niej. Kiwnęła lekko głową i przymknęła oczy, by nie widzieć wirujących drzew. Lorethan chwilę siedział przed dziewczyną, pilnując by nie zemdlała. Poczuł ulgę, widząc jak na blade policzki dziewczyny powoli wpełzają rumieńce.
     - Zaczekaj tu, dobrze? Pójdę się przebrać i zrobić coś ze swoim ramieniem. Jak wrócę pójdziemy do miasta, okay? - spytał łagodnie, patrząc na nią.
     Ponownie skinęła głową, tym razem z większym ożywieniem. Lorethan wstał i odszedł w stronę zamku, a dziewczyna otworzyła oczy. Podniosła z ziemi kamień, który znalazła w lesie i ułożyła go sobie na kolanach. Co to mogło być? Nie wyglądało na diament, było chyba zbyt lekkie, Kiedy puknęła w powierzchnię kamienia paznokciem, uświadomiła sobie, że w środku jest pusty. Trochę ją to zdziwiło. 
     Westchnęła i oparła brodę na dłoni. W oddali widziała pomniejsze zabudowania i tłumy elfów. Ciekawe czy Aithene odwiedzała to miasto, aby porozmawiać z poddanymi? Raczej nie była chłodna, bezuczuciową królową, niczym Maria Antonina, o której uczyła się na historii Livien. Uważała, że wręcz przeciwnie. Jej babcia wyglądała na osobę, która dba o innych, nie zależnie czy to jej rodzina czy nie. 
   - Jestem już. Możemy iść.- powiedział Lorethan znów pojawiając się obok dziewczyny. Miał na sobie czystą koszulę, a jego ramię było opatrzone, więc dziewczyna westchnęła z ulgą.
   - No dobrze - odrzekła mu niepewnie Livien.
  Elf przyjrzał się jej uważnie, przechylając głowę na bok. 
   - Jeśli nie chcesz, nie musimy iść - wzruszył ramionami.
   - Nie nie. Chodźmy - powiedziała dziewczyna kręcąc głową.
  Lorethan spojrzał na dziewczynę jeszcze raz, ale w końcu pokręcił głową i zaczął prowadzić ją w stronę miasta. Blondynka bała się trochę, jak zareagują na jej widok inni elfowie.
  Kiedy w końcu dotarli do miasta okazało się, że nie było tak źle. Lorethan wyjaśnił jej, że już chyba wszyscy wiedzą kim jest, więc dziewczyna nie próbowała nawet się chować. Małe dzieci patrzyły na nią z zachwytem, a ona z rumieńcami na policzkach kroczyła za czarnowłosym elfem prowadzącym ją do mile wyglądającej gospody ,,Pod Dębami''. Faktycznie, drewniana gospoda była otoczona dębami, które rzucały na nią miły i chłodny cień.
  Weszli tam oboje. W środku było gwarnie, zewsząd słychać było donośne głosy, ale kiedy elfowie ujrzeli Livien zrobiło się cicho. Blondynka przełknęła ślinę.
  Podbiegła do nich niska, brązowowłosa dziewczynka o złocistych oczach. Spojrzała w górę, wprost na twarz Liv.
  - Myślałam, że księżniczki noszą korony - powiedziała przechylając głowę na bok.
------------------------------------------------------------------------

Na tę chwilę mam dla was tylko tyle. Strasznie przepraszam, że nie wyrabiam się z rozdziałami, ale naprawdę mam dużo na głowie. Mam nadzieję, że rozdział was nie rozczarował.
Plus, chyba niedługo będę nosić okulary, w każdym bądź razie 4 grudnia idę do okulisty.
Myślałam też, żeby na karnawał zrobić jakiś konkurs, ale to tylko wtedy jeśli ktoś będzie chętny na coś takiego xd
Rozdział napisany z myślą o moim kochanym Szczurku, czyli Gabrysi i Weronice, aka Clary Ermler kc mocno dziewczyny  <3 

środa, 29 października 2014

Rozdział 6

CZYTASZ = KOMENTUJESZ!

Rozdział Szósty

Carrien była strasznie zmęczona. Calutką noc dręczyły ją koszmary, więc prawie w ogóle nie zmrużyła oka. Od środka zżerało ją również dojmujące uczucie tęsknoty za siostrą bliźniaczką.
Myślała, że kiedy obudzi się z krzykiem ze swojego koszmaru zamiast wystraszonego Sedriqa przybiegnie do niej Livien, która przez resztę nocy nawijałaby siostrze o przeczytanych przez siebie książkach. Niestety, zawiodła się. Zapomniała o tym, że nawet nie wie, gdzie teraz znajduje się Liv.
Brązowowłosa westchnęła i zeszła z łóżka. Podciągnęła rękawy bluzy i weszła do kuchni przylegającej do jej pokoju. Zaparzyła sobie herbatę usiadła na blacie obejmując dłońmi kubek, który przyjemnie parzył ją w palce. Kiedy upiła łyk ciepłego napoju, ze złością uświadomiła sobie, że wcale nie ma ochoty na herbatę. Wściekła, wylała do zlewu resztę płynu i oparła dłonie o jego krawędź. Pochyliła głowę, a ciemne włosy utworzyły kurtynę wokół jej twarzy.
Ilekroć myślała o siostrze przypominała sobie także o rodzicach. Mogła udawać, że wczorajszy dzień nie zrobił na niej większego wrażenia, ale tak naprawdę emocje wręcz rozsadzały ją od środka. Niepokój, smutek, złość, żal i wiele innych.
Szybko otarła z policzka samotną łzę. Przeczesała włosy palcami i wróciła do swojego pokoju. Założyła granatowe trampki i wyszła na korytarz, wkładając dłonie do kieszeni dżinsów. Korzystając z tego, że nikt jej nie pilnuje, postanowiła się przespacerować. Nie dbała o to, czy trafi z powrotem do swojego pokoju, teraz po prostu chciała tylko ukoić skołatane nerwy.  Nie wiedząc jak, dziewczyna trafiła do stajni wypełnionej zapachem siana. W jednym z boksów, czyszcząc ciemnobrązową klacz, stał rudowłosy chłopak. Słysząc kroki dziewczyny odwrócił się do niej.
- Umm... cześć - powiedziała niepewnie Carrien.
Rudzielec oparł się o ścianę boksu i uśmiechnął się do niej serdecznie.
- Cześć. Jestem Mason. Co tu robisz? - spytał.
- Hmm... no... postanowiłam się przejść i.... jakoś tak wyszło... trafiłam tutaj przez przypadek. Jestem Carrien - dodała szybko, lekko zawstydzona.
- Miło mi cię poznać Carrien. Masz może ochotę na przejażdżkę? - chłopak najwyraźniej był rozbawiony jej dukaniem.
- Jasne - rozpromieniła się dziewczyna. Na samym końcu dostrzegła stojącego w boksie i uderzającego kopytem o jego ściany czarnego rumaka. Wskazała na niego palcem. - Mogę się przejechać na tamtym?
Mason zmarszczył brwi i zwrócił swoje piwne oczy na konia wskazywanego przez dziewczynę.
- Chodzi ci o Boreasza? No nie wiem. Jest strasznie dziki i agresywny. Do tej pory nie pozwolił się prawie w ogóle dotknąć, a co dopiero dosiąść - skrzywił się chłopak.
- Proszę. Tylko spróbuję. Jeśli się nie uda to wezmę innego, spokojniejszego konia, obiecuję - powiedziała z błagalną nutą w głosie.
Chłopak zastanawiał się chwilkę, ale w końcu skinął głową. Brązowowłosa podeszła uradowana do Boreasza. Gdy zwierzę ją ujrzało zarżało cicho i zaprzestało uderzania w ścianę boksu. Dziewczyna wyciągnęła otwartą dłoń w stronę niespokojnego konia. Mason przyglądał się temu z niepokojem. Carrien delikatnie przyłożyła palce do pyska zwierzęcia, które natychmiast się rozluźniło i wtuliło chrapy w dłoń dziewczyny.
- Jednak nie jesteś taki straszny, co? - roześmiała się, głaszcząc Boreasza.
Mason odetchnął z ulgą i podał dziewczynie siodło.
- Dobra robota. Teraz możesz go osiodłać - mrugnął do niej i wrócił do boksu swojej klaczy.
Carrien położyła siodło na ziemi obok swoich nóg i najpierw wyszczotkowała konia. Dopiero potem wzięła w ramiona skórzane siodło, pod ciężarem którego ugięły jej się kolana. Dysząc ciężko osiodłała Boreasza i otrzepała dłonie. Założyła mu wodze i po kilku nieudanych próbach wskoczyła na jego grzbiet. Ostatnio jeździła konno kilka miesięcy temu, ale dzięki Bogu nadal pamiętała jak się to robi.
Podeszła do Masona usadowionego już wygodnie na grzbiecie swojej klaczy. Chłopak uśmiechnął się na widok dziewczyny, która umiejętnie panowała nad czarnym jak węgiel ogierem.
- Jak się nazywa? - spytała, ruchem głowy wskazując na kasztanową klacz.
- Afrodyta - odpowiedział rudzielec z szerokim uśmiechem na ustach.
Brązowowłosa zachichotała.
- Jedziemy? - powiedzieli oboje w tym samym czasie.
Popatrzyli na siebie i roześmiali się.
- Jasne. Jedź za mną - odrzekł Mason kierując klacz w stronę korytarza tuż obok stajni.
Carrien wzruszyła ramionami i poruszyła wodzami, a Boreasz ruszył za Afrodytą. Gdy wjechali do korytarza, otoczyła ich ciemność. Dziewczyna pisnęła, a jej koń poruszył się niespokojnie. Rudzielec uspokoił ją szeptem i wyciągnął przed siebie otwartą dłoń, która świeciła rozpraszając mrok. Dziewczyna odetchnęła z ulgą i pogłaskała szyję Boreasza.
- No już. Jedźmy dalej - powiedziała do niego.
Zwierzę zarżało i znowu ruszyło za Afrodytą. Carrien rozglądała się na boki, ale nie zauważyła nic ciekawego, oprócz kilku pajęczyn, na widok których przechodziły ją dreszcze.
Po kilku minutach jazdy w ciszy Mason opuścił dłoń. Brązowowłosa spojrzała przed siebie i zauważyła, że przez wylot tunelu prześwieca słońca. Czym prędzej pogalopowała w stronę otwartej przestrzeni, a gdy wypadła na świeże powietrze roześmiała się głośno. Mason pokręcił głową z uśmiechem, spiął konia i popędził za nią.
Wiatr rozwiewał włosy dziewczyny, które powiewały za nią niczym flaga. Galopowała przepełniona uczuciem wolności, którego tak bardzo jej brakowało. Boreasz rżał głośno uradowany niemal tak samo jak ona.
- Hej, gdzie tak pędzisz? - krzyknął roześmiany chłopak zrównując się z dziewczyną.
- Przed siebie! - odpowiedziała mu.
_________________

- Daj spokój, ile jeszcze chcesz czekać?
- Teraz jeszcze nie jest odpowiedni moment, już ci mówiłem!
Kobieta uderzyła dłonią w stół i spojrzała ze złością na mężczyznę stojącego przed nią.
- Teraz jest odpowiedni moment!
- Uspokój się. Niech dziewczęta przyzwyczają się do nowych miejsc zamieszkania. Zaatakujemy, kiedy nie będą się tego spodziewać
- Czekam już prawie sto lat. Muszę to zrobić teraz.
- Jeśli zrobisz to teraz, złapią cię i znów uwiężą. Naprawdę tego chcesz?
- No dobrze. Więc zaczekajmy....

_____________________

Dum, dum, dum! Kolejny, już szósty rozdział! Aktualnie jestem chora, więc mam więcej czasu na pisanie xd
Kurde jutro mam zdjęcia robione w szkole, a jak już wspominałam jestem chora : / Ten pech. No, ale zdarza się nawet najlepszym. Wczoraj calutki dzień przeleżałam oglądając po raz nie wiadomo który wszystkie części Transformersów hah
Jak już pewnie zauważyliście tam u góry, po prawej stronie są takie fajowe ikonki. No i tam jest chyba mój Instagram, Ask i Facebook jeśli dobrze pamiętam xd Także, jeśli będziecie chcieli się czegoś dowiedzieć to możecie pisać mi ma asku albo na fb :)
No to na tę chwilę tyle.
Zapraszam do komentowania :D

wtorek, 14 października 2014

Liebster Blog Award

Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za ,,dobrze wykonaną robotę''. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która cię nominowała. Nastepnie ty nominujesz 11 osób (musisz je o tym poinformować) oraz zadajesz im 11 pytań.
Dostałam nominację od Siklavy z bloga ,,Uznajmy to za normalne''
Pytania na które odpowiadam:
1. Jakiej muzyki słuchasz?
Nie mam ulubionego gatunku, aczkolwiek potrafię w kółko męczyć piosenki zespołu Skillet.
2. Co jest dla ciebie ważniejsze: komentarze, liczba wyświetleń czy obserwatorzy?
Chyba najważniejsze są dla mnie komentarze. Dzięki nim wiem czy ludziom moje opowiadanie się podoba i co mam w nim ewentualnie poprawić.
3. Dlaczego zaczęłaś pisać swoje opowiadanie?
Hmm.. trudne pytanie. Jest kilka takich powódów, ale główny to chyba taki, że od zawsze chciałam być pisarką i wydać własną książkę. Chciałabym, żeby został utworzony fandom odnośnie mojej książki, żeby dziewczyny zakochiwały się w bohaterach z niej.... Kiedy nadszedł pomysł od razu założyłam bloga i czekałam na pierwsze komentarze!
4. Masz inne blogi?
Mam jeszcze jeden blog, ale jest narazie w stanie ,,zawieszenia''.
5. Chciałabyś, żeby twój blog czytało więcej osób?
O tak, bardzo bym tego chciała! Ale chciałabym tez widzieć pod postami dużo komentarzu.
6. Masz swój ulubiony blog?
Nie, raczej nie.
7. Chciałabyś żeby twoje opowiadanie było prawdziwą historią?
Och, nie. Chciałabym aby moje opowiadanie zostało kiedyś wydrukowane na kartkach, pieknie oprawione i wysłane do księgarni.
8. Wolałabyś pisać dla 500 czytelników czy dla kilku, którzy zawsze komentują?
Chyba wolałabym tą drugą opcje. Takie komentarze zawsze mnie uszczęśliwiają i motywują do dalszego pisania!
9. Usunęłabyś bloga po tym jak zakończyłabyś go?
Nie!
10. Gdyby czytelnicy poprosiliby cię o napisanie drugiej części, zgodziłabyś się?
Oczywiście, ale tylko jeśli miałabym pomysł.
11. Jaki wybrałabyś żywioł: ziemia, ogień, powietrze, woda czy ciemność?
*tajemniczy uśmiech* Ciemność!...
No dobrze odpowiedziałam na te pytania *uff*
Nie czytam aż tylu blogów żeby nominować 11 osób, wiec nominuję tylko dwa:
http://wkreconawmitologie.blogspot.com/
http://only-sevika.blogspot.com/#_=_

A oto moje pytania:
1. Jaki jest twój ulubiony kolor?
2. Czy jest taka osoba, która motywuje cię do dalszego pisania twojego bloga?
3. Masz ogólny zamysł na całą historię?
4. Z którym fikcyjnym bohaterem się utożsamiasz?
5. Co jest dla ciebie ważniejsze - komentarze czy liczba wyświetleń?
6. Jaki sport lubisz najbardziej?
7. Masz swoją ulubioną książkę?
8. Twój ulubiony przedmiot w szkole?
9. Czy jest taki nauczyciel, którego lubisz najbardziej?
10. Krótkie czy długie włosy?
11. Książka czy film?

Miłego odpowiadania c:




środa, 8 października 2014

Rozdział 5


ROZDZIAŁ PIĄTY
Livien westchnęła i przewróciła się na plecy. Nie mogła zasnąć, zupełnie nie miała pojęcia dlaczego. Może dlatego, że w ciągu dzisiejszego dnia wydarzyło się tak wiele rzeczy, że teraz nie mogła tak po prostu ułożyć głowy na poduszce i zapaść w spokojny sen?
A może dlatego, że nazajutrz miała poznać niejakiego Lorethana, który miał być jej nauczycielem i nie mogła się doczekać tego spotkania?
Dziewczyna wierciła się jeszcze przez chwilę, aż w końcu wstała odrzucając kołdrę. Założyła swoje czarne trampki, które były jedyną rzeczą Livien, której Aithene nie wyrzuciła, po czym wyszła na pogrążony w egipskich ciemnościach korytarz. Nie znała jeszcze dobrze tego zamku, więc wiedziała, że z łatwością może się zgubić. Ale teraz nie zwracała na to uwagi i po prostu poszła się przejść. Nie mogła zasnąć, więc poszła na spacer. W końcu co w tym złego?
Livien nie wiedząc jak trafiła pod przeszklone drzwi prowadzące na ogromny taras. Zmarszczyła brwi i otworzyła je, po czym wyszła na świeże powietrze. Wzdrygnęła się, gdy chłodny wiatr owiał jej szczupłą sylwetkę. Cienka nocna koszula nie była zbyt dobrym strojem na takie nocne eskapady. Oplotła się ramionami i stanęła przed barierką z białego marmuru, którą oplatał bluszcz. Wyobraziła sobie, że po kilku latach mieszkania w tym wspaniałym pałacu stoi na tym tarasie i przemawia do elfów, że wszyscy otaczają ją szacunkiem.
Potrząsnęła głową. Skąd wiedziała, że będzie tu mieszkać przez tak długi czas? Czemu w ogóle o tym pomyślała? Przecież musiała znaleźć rodziców!
Zacisnęła palce na krawędzi barierki i spojrzała na srebrną tarczę księżyca, unoszącą się przed nią. W myślach poprzysięgła sobie, że nie spocznie póki nie odnajdzie mamy i taty.
   - A co elficka księżniczka robi tutaj i to o tak późnej porze? - odezwał się głęboki, męski głos tuż za dziewczyną.
Livien odwróciła się i stanęła twarzą w twarz z jakimś chłopakiem. No może nie do końca ,,twarzą w twarz'' , bo był od niej co najmniej o głowę wyższy. Blondynka uniosła wzrok i przyjrzała się jego twarzy.
Od tego widoku po prostu zmiękły jej kolana. Owszem, widywała już przystojnych chłopców w swoim liceum, ale on... on był po prostu zniewalający. Miał kruczoczarne loki z fioletowymi przebłyskami, które opadały niesfornie na jego czoło, niemal przykrywając piękne, szmaragdowe oczy wpatrujące się teraz w Liv.
   - Mogłabym cię zapytać o to samo - powiedziała w końcu odważnie, krzyżując ramiona na piersi.
Zielonooki uśmiechnął się drwiąco.
- Nie, nie mogłabyś, bo po pierwsze nie jestem elficką księżniczką, a po drugie nie jestem tu sam. Więc, praktycznie rzecz biorąc nie mogłabyś mnie zapytać o to samo - powiedział tym swoim głębokim, chrapliwym głosem.
Dziewczyna wzdrygnęła się i zrobiła krok w tył, jej plecy oparły się o zimną barierkę.
  - No dobrze. Więc co tu robisz, panie Praktycznie - Rzecz - Biorąc? - wycedziła, starając się zachować jak największa odległość między nimi.
  - No cóż. Usłyszałem, że ktoś się skrada, więc postanowiłem sprawdzić czy to nie jest przypadkiem ktoś czyhający na życie królowej, lub jej wnuczki - wzruszył ramionami.
  - Ja się nie skradałam! - syknęła zdenerwowana dziewczyna. 
  - Z mojej perspektywy tak to wyglądało - odpowiedział, po czym wyciągnął do niej dłoń o dużych, silnych palcach. - Tak ogólnie, to miło mi cię poznać, Livien. Jestem Lorethan - uśmiechnął się szeroko.
 Blondynka zamilkła. A więc to jest Lorethan? Nie miała pojęcia, że jest taki denerwujący! Jeśli to on ma być jej nauczycielem, czy opiekunem, jak zwał tak zwał, to chyba zwariuje! 
  - Nie powiesz czegoś w stylu ,,miło mi cię poznać''? - spytał zdziwiony.
  - A czemu niby mam kłamać? - odpowiedziała pytaniem na pytanie.
 Chłopak urażony schował dłoń do kieszeni, bo Liv nie miała chyba najmniejszego zamiaru jej uściskać. 
  - Teraz, jeśli pozwolisz, wrócę do swojej sypialni - powiedziała z godnością zmierzając w stronę wyjścia z tarasu.
 Czarnowłosy elf zagrodził jej drogę.
  - A co jeśli nie pozwolę? - zapytał z figlarnym błyskiem w oczach.
  - Wtedy i tak pójdę - powiedziała zirytowana dziewczyna wymijając go.
  - Jesteś pewna? - zapytał niskim, zniewalającym głosem zza jej pleców.
 Livien przełknęła ślinę, ale po chwili opanowała się.
  - Tak, jestem pewna - warknęła i wyszła z tarasu.
Słyszała jeszcze za sobą chichot obserwującego ją cały czas Lorethana. Z impetem wpadła do swojego pokoju, dwoma kopniakami ściągnęła buty i rzuciła się na łóżko. Tym razem zasnęła, gdy tylko przyłożyła głowę do poduszki, a śniła o pewnym elfie o szmaragdowych oczach.

* * *
 - Wiesz, jeszcze nie widziałem, żeby ktoś tak zapamiętale ślinił się przez sen - powiedział ktoś.
Livien jęknęła i przewróciła się na drugi bok, po czym zakryła twarz poduszką. Po kilku sekundach usiadła jednak, przecierając zaspane oczy pięściami niczym małe dziecko. Spojrzała przed siebie i aż zachłysnęła się powietrzem.
 - CO TY TU ROBISZ? - wrzasnęła na Lorethana, opierającego się nonszalancko o drzwi jej pokoju.
 - Stoję i oddycham - powiedział patrząc na nią z szerokim uśmiechem.
Liv z furią złapała poduszkę i rzuciła nią prosto w jego głowę. Niestety, zielonooki miał dobry refleks, więc złapał poduszkę w locie. Rozwścieczona dziewczyna wstała z łóżka i podeszła do garderoby.
 - Ubierz się w coś wygodnego! Dzisiaj mamy trening! - zawołał za nią Lorethan.
 - Świetnie - fuknęła dziewczyna ubierając obcisłe, ciemnobrązowe spodnie i luźną, śnieżnobiałą koszulę z długimi rękawami i wsuwając na nogi wysokie, skórzane buty.
Zaplatając warkocza wyszła z garderoby i podeszła do drzwi.
 - Mógłbyś się łaskawie odsunąć? Chciałabym wyjść - wycedziła przez zęby.
Czarnowłosy powoli, bardzo powoli odsunął się od drzwi, cały czas patrząc na Livien. Blondynka z impetem otworzyła drzwi, uderzając go w ramię, po czym wypadła na korytarz. Lorethan pokręcił głową i z uśmiechem potruchtał z Liv.
  - Jak się spało? - zapytał radośnie.
Nie odpowiedziała.
  - Bo wiesz, mi się spało całkiem dobrze. Miło było patrzeć na to jak ślinisz się przez sen i mamroczesz coś pod nosem... 
Nadal milczała, więc elf dał za wygraną. Aithene wczoraj pokazała jej drogę do jadalni, więc teraz dziewczyna podążała w tamtą stronę bez wahania, całkowicie ignorując podążającego obok niej elfa.
 Jadalnia była dość dużym pomieszczeniem z ustawionym na środku stołem, u szczytu którego siedziała Aithene. Blondynka usiadła obok niej, Lorethan natomiast zajął miejsce naprzeciwko dziewczyny, uśmiechając się do niej szeroko. Ignorowała go, nakładając sobie tosty na talerz i nalewając herbaty do filiżanki. 
  - Jak ci minęła noc, Livien? - spytała kobieta unosząc na chwilę wzrok znad przeglądanych przez nią papierów.
  - Dobrze - mruknęła dziewczyna niewyraźnie.
Kobieta popatrzyła na nią uważnie, ale po chwili kiwnęła głową i odwróciła się do Lorethana.
  - Mam nadzieję, że zajmiesz się nią przez te dwa dni, mój drogi - powiedziała.
 Czarnowłosy uśmiechnął się, odrywając na chwilę wzrok od Liv i przenosząc go na Aithene.
  - Oczywiście - obiecał poważnie.
Brązowowłosa uśmiechnęła się lekko, a jej wnuczka otworzyła szeroko usta. 
 - Zaraz, że co? - spytała oszołomiona dziewczyna. 
 - Muszę wyjechać, żeby załatwić kilka ważnych spraw, a przez ten czas kiedy mnie nie będzie, Lorethan się tobą zajmie - odpowiedziała jej królowa elfów, jakby to było oczywiste.
 - No świetnie - mruknęła do siebie Liv.
Nie miała wątpliwości, że najbliższe dwa dni będą dla niej torturą.
_____________________________________

i oto jest kolejny rozdział! męczyłam się z nim długo, bo mówiąc szczerze, to nie miałam zbyt wiele czasu. tylko nauka i nauka i nauka i tak w kółko. a że teraz poszłam do gimnazjum to ja dziękuję bardzo, tyle wam powiem.
ogólnie to obcięłam włosy, juhu! *tak musiałam się pochwalić*
+ wie ktoś gdzie można zamówić sobie jakiś fajny szkicownik? rysowanie po podręcznikach doprowadza mnie do szału....
a i jeszcze jedno!
rozdział dedykuję Zuzi, za te sześć lat podstawówki! <3